Orły wzniosły się w powietrze

24 marca 2018

W rozegranym w sobotę 24 marca meczu pierwszej kolejki Topligi drużyna Warsaw Eagles, na wyjeździe, pokonała Husarię Szczecin 10:9.

Już przed samą inauguracją 13. sezonu Topligi, rywalizacja w Szczecinie zapowiadała ogromne emocje. Naprzeciwko siebie stanęły ekipy, które mogą poszczycić się jedną z najbogatszych historii i tradycji. Stołeczny klub to wizytówka polskiego futbolu amerykańskiego od początku jego istnienia, podczas gdy Husaria wprowadziła województwo zachodniopomorskie na salony najwyższej klasy rozgrywkowej.

Różnice w sposobie rozgrywania akcji oraz wyznawanej filozofii były widoczne już w pierwszych posiadaniach. Orły starały się rozkojarzyć swojego rywala prezentując różne ustawienia formacji ataku, egzekwując na przemian zagrywki biegowe jak i podaniowe. Swoją obecność na boisku, już w pierwszym swoim biegu po kickoffie, zaznaczył Jack Marton – nowy nabytek warszawskiego zespołu – który przemknął na odległość prawie 30 jardów i ustawił swoją drużynę na linii wyznaczającej połowę boiska. Chwilę później zabłysnęła jednak obrona Husarzy, a w szczególności Maciej Jaroszewski – jeden z reprezentantów Polski w barwach szczecinian – zatrzymując australijskiego biegacza przed linią wznowienia akcji. Niestety, błąd w kryciu drugiej linii spowodował stratę aż 45 jardów po podaniu Christophera Jeffrey’a do Michała Śpiczko i Eagles znacznie poprawili swoją pozycję na boisku. Jednakże, późniejsza dobra postawa gospodarzy i strata zaledwie 10 jardów, po wcześniejszych karach na niekorzyść gości, pozwoliła Orłom na zainkasowanie zaledwie trzech punktów po kopnięciu z pola.

Kibice zebrani na stadionie przy os. Kasztanowym liczyli na szybką odpowiedź swojej formacji ofensywnej, jednak ta nie potrafiła wejść w odpowiedni rytm już w pierwszym swoim wyjściu na murawę. Andrew Noah Whittle zdołał przedrzeć się przez dobrze dysponowaną linię defensywną na jedyne 5 jardów, a późniejszy sack Konrada Filipiaka na Kamilu Klebieko sprowokował odkopnięcie piłki w czwartej próbie i odzyskanie posiadania przez warszawian. Tym grało się już znacznie swobodniej. Chris Jeffrey mądrze rozdzielał role, niekiedy sam decydując się na bieg zauważając wolną przestrzeń. Nie stronił też od podań w środek pola, kiedy dwukrotnie zauważył wychodzącego na pozycję Macieja Wudeckiego (zdobywając, odpowiednio, 10 i 15 jardów), a raz wyrzucając piłkę, już w momencie upadania na boisko, do Aleksandra Kawiarowskiego, który zdobyłby 12 jardów, gdyby nie przewinienie linii ofensywnej. Mimo wszystko, wysiłek ten nie został w żaden sposób nagrodzony. Obrona Pomorzan – na 30 jardów od swojego pola punktowego – skutecznie zatrzymała przeciwników przy czwartej próbie, na jard od drugiego, pomarańczowego znacznika wyznaczającego możliwość kontynuowania serii.

W dzisiejszym meczu defensywa postawiła twarde warunki ofensywie z Warszawy i myślę, że można śmiało powiedzieć, iż jest najlepszą z tych, którymi do tej pory dysponowaliśmy. Walczyliśmy dzielnie do ostatniej kwarty, mecz był bardzo ostry, aczkolwiek zabrakło zgrania po stronie ataku i chociażby jednego skutecznego kopnięcia na bramkę.
Jerzy Wieczorek, zawodnik Husarii Szczecin

Druga kwarta przyniosła znacznie więcej emocji. Choć Orły odzyskały piłkę, po wcześniejszym przepuszczeniu Whittle’a na 25 jardowy bieg, to kolejne przewinienia nie pozwoliły im na regularne przesuwanie znacznika pierwszych prób. Szczególnie bolesna musiała być sytuacja, w której skrzydłowy, Aleksander Kawiarowski złapał podanie na ponad 50 jardów od Jeffrey’a, ale sędziowie dopatrzyli się bloku w plecy z ich strony. W czterech kolejnych posiadaniach obu ekip oglądaliśmy dwa sacki (jeden po stronie gości i jeden po stronie gospodarzy), z czego najbardziej istotny okazał się ten drugi. Sprowokował Eagles do odkopnięcia piłki, przy którym błąd popełnił center, przerzucając swojego puntera i zmuszając go do przykrycia piłki na 1,5 jarda przed polem punktowym. Takiej okazji Husarze nie mogli przepuścić i wysłali w bój swoją największą broń, Noah Whittle’a, który wbił się niczym taran w linie wznowienia akcji i zdobył sześć oczek. Skuteczne podwyższenie wyprowadziło szczecinian na prowadzenie 7:3 i z takim wynikiem drużyny schodziły do szatni po drugiej kwarcie.

Trzecia odsłona meczu to kolejne dwa sacki już w pierwszych dwóch seriach ofensywnych po obu stronach. Kolejną punktową akcję kibice mogli oglądać dopiero pod koniec kwarty, a momentem przełomowym okazała się być akcja biegowa Martona, który zyskał aż 40 jardów i ustawił piłkę na 15 jardów przed polem przyłożeń. Następnie, rozgrywający popisał się świetnie wycentrowanym podaniem w stronę Michała Śpiczko, który po chwili mógł cieszyć się z pierwszych punktów w sezonie. Po podwyższeniu na tablicy wyników widniał rezultat 10:7, uszczęśliwiający przyjezdnych, ale w żadnym stopniu nie zamykający spotkania. Husaria dwoiła się i troiła, niestety, nie potrafiła skutecznie poprowadzić akcji bez wykorzystania swojego amerykańskiego biegacza, na czym już wcześniej poznali się obrońcy. Okazja na wyrównanie pojawiła się w przedostatnim ich posiadaniu, kiedy znaleźli się na blisko 20 jardów przed strefą końcową boiska i przed szansą na kopnięcie z pola stanął Damian Kościelski, lecz próba ta została skutecznie zablokowana.

Sławek Boczkowski / slaweg-foto

 

W ostatniej minucie rywalizacji, świetnie spisywała się obrona z województwa zachodniopomorskiego, ale przy 40 sekundach do końca, Kirk Mastromatteo zdecydował się na nieszablonowe rozwiązanie. Będąc na 15 jardzie własnej połowy i przy czwartej próbie – wiedząc, że przeciwnik nie czuje się zbyt dobrze przy egzekwowaniu długich podań – zamiast odkopnięcia, które ustawiłoby Husarię na około 40 jardzie, kazał powoli cofać się swojemu rozgrywającemu do strefy końcowej, oddając przeciwnikom dwa punkty i jednocześnie zabierając cenne 10 sekund z zegara meczowego (szczecinianie nie mieli już na swoim koncie możliwości wzięcia czasu na żądanie). Tym samym, po kickoffie, Husaria nie była w stanie szybko przesunąć się na połowę Orłów i spróbować chociażby kopnięcia na bramkę przed ostatnim gwizdkiem sędziowskim.

Pierwsze starcie dało wiele do myślenia obu trenerom. Pomimo wygranej, Warsaw Eagles popełnili zbyt dużo błędów indywidualnych, które kosztowały ich stratę, przynajmniej 100 jardów. Zdecydowanie lepiej spisała się formacja obronna, która straciła tylko jedno przyłożenie i skutecznie przeszkadzała szczecinianom w egzekwowaniu kopnięć z pola. Christopher Jeffrey na spółkę z Jackiem Martonem również udowodnili, że są istotnym elementem w układance Mastromatteo i jego sztabu szkoleniowego. Natomiast Husarię czeka sporo pracy, szczególnie w ataku, gdzie oprócz Noah Whittle’a ciężko wskazać gracza, który wyróżniłby się regularnymi, solidnymi akcjami. Na palcach jednej ręki można policzyć udane akcje podaniowe, a zbyt częste eksploatowanie biegaczy pozwoliło obrońcom z Warszawy na łatwiejsze czytanie gry. Nawet zmiana rozgrywającego – w drugiej połowie Kamila Klebieko zastąpił Piotr Kaczmarczyk – nie odmieniła gry gospodarzy.

- Mecz od początku nie ułożył się po naszej myśli. Wiele błędów personalnych skutkowało dużą stratą jardową i byliśmy cofani niemal przy każdej akcji, co trochę wybijało nas z rytmu. Na szczęście, jeszcze przed przerwą udało się zdobyć przyłożenie, które wyprowadziło nas na prowadzenie, a solidna gra obronna na końcowe zwycięstwo. To chyba jedno z najbardziej emocjonujących meczów, w jakich miałem możliwość grać. Przed nami sporo pracy, musimy wyleczyć parę kontuzji, przeanalizować dzisiejsze spotkanie i szykować się do kolejnego meczu. - podsumowuje Marek Włodarczyk, ofensywny liniowy Warsaw Eagles.

- W dzisiejszym meczu defensywa postawiła twarde warunki ofensywie z Warszawy i myślę, że można śmiało powiedzieć, iż jest najlepszą z tych, którymi do tej pory dysponowaliśmy. Walczyliśmy dzielnie do ostatniej kwarty, mecz był bardzo ostry, aczkolwiek zabrakło zgrania po stronie ataku i chociażby jednego skutecznego kopnięcia na bramkę, przy trzech okazjach, które spaliły na panewce. - ocenia Jerzy Wieczorek, cornerback Husarii Szczecin.

Husaria Szczecin – Warsaw Eagles 9:10 (0:3, 7:0, 0:7, 2:0)

I kwarta
0:3 – Piotr Pamulak po kopnięciu z pola

II kwarta
7:3 – przyłożenie Andrew Noah Whittle po 1,5-jardowej akcji biegowej (podwyższenie Macieja Adamiaka)

III kwarta
7:10 – przyłożenie Michała Śpiczko po 15-jardowej akcji podaniowej po podaniu Christophera Jeffrey’a (podwyższenie Piotra Pamulaka)

IV kwarta
9:10 – safety obrony Husarii Szczecin

Mecz obejrzało 100 widzów.

MVP meczu: Christopher Jeffrey - rozgrywający Warsaw Eagles

Jakub Kaczmarek
j.kaczmarek@plfa.pl
Biuro Prasowe PLFA